W klasycznej piramidzie potrzeb człowieka kultura znajduje się na dnie. Pewnie dlatego nie ma pieniędzy na tańce polskie i prawdopodobnie ich nie będzie. Mam przeczucie, że szybko się ten stan rzeczy nie zmieni. W odpowiedzi na owo wrażenie nasuwa się konkluzja: jeśli sami nie zaczniemy działać, manna z nieba nam nie spadnie. Dzisiaj, jedynym czego możemy dokonać bez pieniędzy, to podnieść poziom artystyczny, a w konsekwencji podkreślić atrakcyjność naszych pokazów. Logika wskazuje, że dzięki temu mamy szansę zwrócić na siebie bardziej spektakularny typ uwagi. Ostatnia propozycja Komisji ds. Tańców Polskich, choreografie staną się właśnie takim impulsem, który w naszym środowisku powinien przyspieszyć proces wspinania się na coraz wyższe piętra wieży symbolizującej sztukę tańca. Właśnie dzięki obrazom tanecznym będziemy mogli szczególnie docenić sztukę, wyobraźnię i umiejętności choreograficzne skromnych – jak dotąd – instruktorów mozolnie pracujących w swych rodzimych zespołach. Niewątpliwie będziemy również mieć okazję do wymiany doświadczeń, pomysłów czy choćby nowych zastosowań do dzisiaj niepopularnych figur czy póz. Powoli będziemy stawać się mistrzami formy, która wkracza do historii tańca żwawym krokiem. O niejednym z nas zostanie napisana książka a studenci na wykładach uczyć się będą o prekursorach tej formy tańca w Polsce. Fajnie co nie?
Kryzysowe problemy dotyczą nie tylko organizatorów, ale również uczestników. Te, o których chcę napisać, pojawiły się jednak wcześniej i tylko pośrednio związane są z brakiem pieniędzy a bezpośrednio z poczuciem estetyki. Stroje, albo jak kto woli kostium turniejowy, moim zdaniem, powtarzam jeszcze raz, moim zdaniem, nie tylko pozostawia wiele do życzenia, ale jest po prostu mało atrakcyjny i na dodatek tendencja owej małości jest wzrostowa. Chłopcy i panowie mimo obiegowego przeświadczenia, że ich kostium jest niewymagający dawno już przestali myśleć, że przymiotnik wizytowy tak naprawdę nie dotyczy błyszczącej koszuli albo kamizelki z jedwabiopodobnymi plecami a jasne skarpety do ciemnych spodni pasują jedynie Michaelowi Jacksonowi. Jeszcze trudniejsza sytuacja dotyczy dziewcząt. Dominują mdłe sukienki bez specjalnego charakteru albo miniatury kreacji bardziej odpowiednich dla mam niż dla córek. Szczytem wszystkiego są jednak fryzury. Głowy panów nastroszone żelem, wystrzyżone pankową modą. Damskie zaś, trefione z niespotykaną pieczołowitością dalekie od prostego, sielskiego warkocza raczej dziwią niż są podziwiane. Sięgnijcie proszę do klasyki polskiego ubioru, pozwólcie zaistnieć pięknym i przecież znajomym wzorom rodzimej kreacji. Bądźcie piewcami polskiego stylu.
To co mnie aktualnie najbardziej zasmuca to finansowe reperkusje kryzysu ekonomicznego na stan turniejów tańców polskich. Niektóre z ostatnio odwołanych turniejów przez wiele lat skutecznie przeciwstawiało się zakusom ograniczenia czy też zniknięcia turniejów z planów budżetowych naszych rodzimych placówek kultury. Teraz zauważam, że nie reagujemy na takie pomysły ze zdecydowaną dezaprobatą. A powinniśmy. Nasze działania organizatorskie to nie tylko promocja tańca polskiego czy właściwej pracy wychowawczej i edukacyjnej, to również promocja nas samych jako sprawnych i nietuzinkowych realizatorów imprez o zasięgu ogólnopolskim i regionalnym. Efekty naszej pracy są również w naszym interesie. Róbmy więc swoje, tak jak doradza nam poeta polskiej piosenki Wojciech Młynarski.