BEZ WAS NIE BYŁOBY NAS

monologu Krzysztofa Szyszki słuchał Jarosław Wojciechowski.


- Moje życie zawsze było pełne marzeń i chęci ich realizacji. Pytanie o motto mojego życia. Hmm .... Nie wiem czy na tym jego etapie jestem dostatecznie dobrze przygotowany do odpowiedzi. Dzisiaj na dzień a właściwie noc przed jubileuszem myślę że, najbardziej ze wszystkich rzeczy na świecie chcę coś po sobie zostawić. Coś, co świadczyłoby o tym kim jestem i do czego dążę. Być może jest to bardzo samolubne pragnienie, a być może to dzień jubileuszu tak nostalgicznie nastraja.

Więcej …
waskastandardszerokamalastandardduza

DOKTOR DOBREJ GENERACJI
Wpisany przez Jarosław Wojciechowski   

DOKTOR DOBREJ GENERACJI


W cyklu zatytułowanym "Przyjaciele Terpsychory" opowiadam Wam, Drodzy Czytelnicy, o ludziach, którzy znaczącą część swego życia (nie tylko zawodowego) poświęcili dla tańca amatorskiego. Czemu to robię ? Ponieważ właśnie oni i ich praca często znikają, tak jak dorosłe już dzieci, z naszego pola widzenia. Na piedestałach sztuki stawiani są wielcy tego świata: aktorzy, śpiewacy, muzycy, malarze, choreografowie teatralni, profesorowie różnych akademii.

Mało kto pamięta o tych z nas, mądrych i dobrych wychowawcach dzieci i młodzieży którzy, poprzez taniec docierają do najlepszych cząstek ludzkiej osobowości. A poza tym chciałbym, aby za kliknięciem czarodziejskiej myszki każdy w świecie mógł poznać tych, którzy po prostu na to zasługują. Ryszard Teperek, a właściwie dr Ryszard Teperek bo tytuł naukowy przylgnął do niego jak dobra koszula albo szyld, od wielu lat jest jednym z głównych animatorów ruchu znanego jako tańce polskie w formie towarzyskiej. Oj niezwykła jest historia jaką toczy Pan Ryszard. Nie znam jej całej, jedynie fragment i to wcale nie duży.

Najpierw sport czyli tańce towarzyskie. Ze swoją małżonką niejednokrotnie stawali na najwyższym podium jako mistrzowie Polski. Jednocześnie losy rzucają do warszawskiego AWF gdzie staje się nauczycielem dla tysięcy studentów wychowania fizycznego. W 1970 roku zakłada Zespół Tańca Ludowego Akademii Wychowania Fizycznego (działający do dnia dzisiejszego). Jego wychowankowie rozsiani po całej Polsce nauczyli już nie jednego krakowiaka czy poloneza. Miły, jak zawsze kulturalny, chętny do pomocy i rady, kompetentny, oczytany, zakochany w tańcu i zawsze przygotowany do dyskusji na jego temat. Dzisiaj taniec w życiu Pana Doktora ma wielką konkurencję w postaci wnuczków niewątpliwie zaprzątających jego uwagę. Znajduje jednak czas na rodzinę i zainteresowanie. Tak myślę, skoro tak wiele mamy mu do zawdzięczenia, my, czyli Ci od tańców polskich. Image

W kuluarowych rozmowach na temat działalności w "tańcach polskich" niejednokrotnie przewija się motyw oparcia podbudowy "ideologicznej" o wielkich tego świata. Nie tak dawno temu usłyszałem z ust osoby rzetelnej i dobrze znanej redakcji, że Ryszard Teperek startował w turniejach tańca towarzyskiego w tym samym czasie co nieżyjący już syn pierwszego propagatora tańca towarzyskiego w Polsce Profesora Mariana Wieczystego - Artur Wieczysty. Ho, ho pomyślałem, trzeba przyznać, że tytuły Mistrzów Polski w takim towarzystwie mają wyjątkową wartość.  Wracajmy jednak do dnia dzisiejszego. Czy wiecie, że właściwie wszystkie projekty regulaminów były i są szkicowane przez wiadomą osobę. Kto z nas miał potrzebę opracowania regulaminu czegokolwiek samodzielnie wie, ile trudu i przygotowań to kosztuje. Kiedyś zapytałem Pana doktora ile czasu w miesiącu poświęca na tańce polskie ?
- Łatwiej byłoby mi powiedzieć, ile czasu zajmuje mi to w tygodniu albo lepiej dziennie.
A przy tym wszystkim tryska nasz doktor humorem jak rzadko kto. Oj, dobrze o tym wie jego przyjaciółka i wieloletnia współpracownica, Pani dr Maria Kapczyńska. Uśmiecha się wtedy miło i zawiadamia wszystkich, że właśnie się zaczęło. Sam, do dziś dnia pamiętam "kawał", który usłyszałem od niego będąc jeszcze studentem.
- Na statku żaglowym po górnym pokładzie przechadza się majtek, ostry wiatr zacina od prawej burty, na zwojach lin siedzi brodaty, doświadczony Bosman spokojnie paląc fajeczkę. - Co Pan tu robi Bosmanie w taką psią pogodę. .......... - no może to nie najlepsze forum aby go opowiedzieć, ale wierzcie mi Państwo, że jest to naprawdę śmieszna historia.  Posiadanie wspaniałych nauczycieli dla nas, byłych uczniów było z pewnością niezwykle istotną cząstką życia. Dziś nie potrafimy określić kim byśmy byli gdyby nie Oni. Jak wolne elektrony przebiegamy coraz szybciej zderzając się bardziej lub mniej przypadkowo z innymi podobnymi do nas. Kto wie kogo los postawi na naszej drodze. W naszych polskich realiach trzeba mieć wiele szczęścia by natrafić na tę właściwą osobę. Wielu tego nie doświadczyło. Najważniejsze jednak, że my możemy pracować razem Panie Doktorze.