PISANIE TĘCZĄ

Olsztyńskie Dni Artystyczne impreza kulturalna od prawie dekady organizowana w Olsztynie przez Zespół Pieśni i Tańca WARMIA głównie przez dwóch zapaleńców Artura Chwałę i Mariusza Krupińskiego. Ten niezwykły duet już niejednokrotnie wychodził z tarczą z potyczek jakie każdy zapaleniec - organizator imprez kulturalnych musi staczać z niesprzyjającymi zbiegami okoliczności. Dzisiaj z uwagi na potrzebę na "tapetę" bierzemy tego drugiego. Zaczniemy od małej sondy ulicznej.
Więcej …
waskastandardszerokamalastandardduza

Sztuka ludowa - polski powód do dumy?

Narodowe Centrum Kultury i Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki w Warszawie
Instruktorski Kurs Kwalifikacyjny Kierunek: taniec
Specjalizacja: taniec ludowy



Larysa Górska


Sztuka ludowa-polski powód do dumy?
Rozważania na podstawie własnych obserwacji

ściągnij wersję w pdf


Praca dyplomowa napisana pod kierunkiem
Jana Łosakiewicza



Spis treści:
1. Wstęp
2. Wieś, folklor-stereotyp
3. Polskie Tańce Narodowe
4. Emocje, emocje
5. Zakończenie-przyszłość
Przypisy
Bibliografia

WSTĘP
Taniec to nieodłączny element życia człowieka. Towarzyszy ludziom od zawsze, jest upustem dla wrodzonej potrzeby ruchu, wyrazu emocji, komunikowania niewerbalnego. Taniec zaczynamy już w łonie matki, czujemy, bowiem rytmiczny ruch, zmiany tempa, kołysanie. A wszystko to jest bezpieczne i bliskie, i tak zostaje już do końca życia. Nic tak nie wpływa na podświadomość, jak właśnie muzyka i taniec są czymś niedoścignionym. Kooperacja dźwięków uwydatniających nasze przeżycia, impuls do ekspresji uczuć i emocji.
Nastał dobry czas dla tańca, wszelkich jego form i stylów. Taniec stał się wszechobecny. Widzimy wokół siebie jeden wielki taniec XXI wieku, szkoły tańca-lepsze czy gorsze-spotykamy niemal na każdym kroku. Znajdziemy w nich niemal wszystko począwszy od salsy, tanga, przez tribal, bollywood, reggaeton, na tańcu hawajskim i pole dance kończąc. Znalazłam szkołę serwującą folklor arabski.
A co z polskim? Zapominamy, gdzie się znajdujemy? Co sprawia, że w tym kraju nad Wisłą nie ma popytu na taniec polski? To przykre, iż współcześnie dba się o nieistotne sprawy, zapominając przy tym, kim tak naprawdę się jest. Czy tracimy tożsamość? Czy zagubiliśmy się w wielkiej wiosce, jaką staje się świat? Z łatwością doceniamy to, co przynosi zachód, wyrzekając się tego, co posiadamy od dawna własnego, oryginalnego.
Nie od dziś wiadomo, że taniec to jeden z najstarszych przejawów działalności kulturowej człowieka - podlegał przemianom, ewoluował, spełniał rozmaite funkcje. W Polsce grono tańców wyszło poza obręb rodzimego regionu i dzięki swej powszechności i roli, jaką pełniły, stały się popularne wśród Polaków. Charakter poszczególnych tańców jest odzwierciedleniem ż życia, zwyczajów oraz stosunków międzyludzkich. Niejednokrotnie inspirowały twórców muzyki i innych dziedzin sztuki, jak literatura, malarstwo. Między innymi z tych względów tańce polskie zasługują na wyróżnienie, szerokie propagowanie i zainteresowanie.
Tymczasem wiedza Polaków na temat tańców narodowych jest znikoma, a przeważnie żadna. Przeciętny młody Polak mojego pokolenia nie ma pojęcia na temat tego, czym i jakie są tańce narodowe. Co sprawia, że Polacy są nieczuli na tradycję? Co budzi w nich niechęć? Jako tancerka od lat jestem związana z tańcami polskimi i narodowymi?
Będąc członkiem zespołu wiele widziałam, jeszcze więcej słyszałam ( na temat popularyzacji polskiej spuścizny kulturowej, tego, jak zabieg ten zazwyczaj wygląda oraz jakich ma odbiorców). Z biegiem lat otworzyłam oczy na to, jak bezcenne są tańce narodowe i jak ważne jest, by odpowiednio z nimi zaznajamiać.

WIEŚ, FOLKLOR – STEREOTYP
„Jest, zaiste, szczęście na ziemi tułać się pomiędzy ludem. Żyć całą siłą poetycznego życia wieśniaków.” (Zorian Dołęga Chodakowski) Dziś społeczeństwo wiejskie i miejskie przeniknęły się na tyle, iż często nie sposób odgadnąć, pomiędzy kim się tułamy. Wiejski romantyzm został wyparty, poetyczne życie rozmyte. W dobie globalizacji, gdzie wszystko stoi na-wydawałoby się-najwyższym stopniu drabiny ewolucji, następuje ogólne ujednolicenie. Patrząc na ogół społeczeństwa coraz trudniej dostrzec w nim wyjątki, jaskrawości i osobliwości ( w dobrym tego słowa znaczeniu).Folklor powoli kojarzy nam się z oscypkami wątpliwej świeżości sprzedawanymi na każdym kiermaszu ( każdej szerokości geograficznej), a jako pamiątkę znad morza przywozimy lalkę w krakowskim stroju. Tymczasem wokół nas krzyżują się wszelkie kultury, które modnie jest znać, otacza nas mnóstwo mniejszości narodowych, o których warto coś wiedzieć. Co natomiast wiemy o własnej kulturze? Folk jest muzyką alternatywną, tańce polskie (czy in credo, czy opracowane) wciąż niszowe. Coraz młodsi Polacy grzęzną w obojętności i niewiedzy.
Moja przygoda z folklorem zaczęła się właściwie przypadkiem (a może tak właśnie miało być?), którym rządził zbieg okoliczności: czasu, miejsca i wydarzeń. Z biegiem lat niejednokrotnie próbowałam dojść do tego, co pchnęło mnie w stronę zespołu tańca ludowego. Ot, stało się pewnego dnia postanowiłam. Chcę tańczyć. Dziś wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
Niewiele wiedziałam na temat folkloru, kojarzył mi się, co najwyżej z krakowiakiem, kolorowymi strojami i czerwonymi koralami. Byłam dzieckiem, moje rodzinne miasto nie miało tradycji regionalnych, na pewno nie obfitowało w atrakcje, niewiele było możliwości rozwoju. Co się tyczy tańca w ogóle kiedyś, we wczesnym dzieciństwie, wykazywałam „zainteresowanie” tańcem, nazwijmy to, współczesnym? Przejawiało się to licznymi improwizacjami, głównie przy okazji pobytów w poczekalniach dworców kolejowych i innego typu przybytkach Polski wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Na tych pokazach przed przypadkową publicznością się skończyło.
Po pewnym czasie próbowałam tańca w formie towarzyskiej. Tak się to nazywało, choć nie wniosło wiele do mojego życia, zresztą osoba prowadząca zajęcia któregoś dnia po prostu zniknęła-zapomniała, zrezygnowała po prostu nie przyszła.
Próbowałam zająć się, więc czymś innym, czułam potrzebę tworzenia i obcowania ze sztuką, najprostszą, dziecięcą. Ale życie wciąż było puste, czegoś w nim brakowało. Bieg wydarzeń zdecydował, że poznałam dziewczynkę, moją rówieśnicę, która była „gwiazdą” w miejscowym zespole pieśni i tańca. Czy najpierw zakiełkował mój pomysł tańca, czy najpierw poznałam ów tancerkę-nie ma to znaczenia? Tak czy inaczej zaprowadziła mnie na najęcia zespołu. Nie byłam, jak się na początku zdawało, materiałem na tancerkę-nikt nie sądził, że w ogóle zostanę w zespole, a co dopiero, że cokolwiek w nim osiągnę. Ale nie przejmowałam się, podobały mi się zajęcia, cieszył mnie taniec, jego nauka, poznawanie układów tanecznych, nowi ludzie. Nie poddałam się i szybko zaczęłam zaskakiwać w pozytywny sposób pojmowałam nowe kroki i szybko (również dzięki wyższemu niż przeciętny wzrostowi) „awansowałam” do grupy reprezentacyjnej. Był to akurat dla niej dobry okres dobry skład, wielu tańczących chłopców. Zaczęły się wyjazdy, współpraca z innymi zespołami, taniec, taniec, taniec. Zespół i jego działalność stały się najważniejszym elementem mojego życia. Tak po krótce zaczęła się moja historia z tańcem, z folklorem (później z tańcami narodowymi).
Historia ta ma dziś swój ciąg dalszy. Będąc jeszcze w młodszej grupie w zespole, miałam problem z partnerem, próbowałam, więc znaleźć tancerza wśród kolegów ze szkoły. Zawsze kończyło się na głupich żartach. Tłumaczyć to można było wiekiem, chłopcy wstydzili się tańczyć, trzymać dziewczynę za rękę. Tak samo jednak sprawa wyglądała kilka lat później, i jeszcze później. „Miastowi” nie chcieli błaźnić się w zespole, woleli za to robić to pod budką z piwem, murkiem czy gdziekolwiek indziej. Ostatecznie męski skład zespołu był całkiem pokaźny, jednak przeważała liczba chłopców z okolicznych wiosek nad tymi miejscowymi. Nie zrażał ich dojazd do miasta kilka razy w tygodniu, późne powroty. Nie wstydzili się ani tego, że są ze wsi, ani, że tańczą „wiejskie” tańce. Byli za to sprawni, pewni siebie, dobrze tańczyli, mieli przyjaciół, jeździli na koncerty, później także na zagraniczne festiwale.
Co więc sprawia, że Polacy (głównie młodzi) czują taką niechęć do tańców ludowych? Jednym z powodów na pewno jest stereotyp tej formy tańca. Zrodził się przede wszystkim z niewiedzy, nieświadomości, braku popularyzacji polskiej kultury przez szkolnictwo. Wina leży już u źródła, w edukacji (czy raczej jej braku). Choć nie mówi się w szkołach o tym, że taniec ludowy to wstyd, że twórczość ludowa jest nieatrakcyjna, nie mówi się także, jak wielka jest jej wartość. Wieś polska i to, co z nią związane kojarzy się z zaściankowością, prymitywizmem i wstydem - podobnie tańce ludowe, (które tańczone były tak przez prosty lud wiejski, jak mieszczan czy szlachtę).
Wieś XXI wieku nieporównywalnie różni się od archetypu. Znacznie się rozwinęła i pomimo wciąż obecnej nutki zacofania i braku środków, ogólny obraz jest dużo lepszy. Nie jest to wieś sprzed lat, z klepiskiem zamiast podłogi, zapieckiem i ludźmi nieumiejącymi czytać (analfabeci żyją powszechnie w miastach, pomimo obowiązkowej edukacji, jednak dziś problem ten rozwiązuje orzeczenie o dysleksji). Na wsiach żyje się coraz lepiej, gospodarstwa są rozwinięte, a ludzie wykształceni; ucieka się tu przed zgiełkiem i pośpiechem oraz przed wielkomiejskim smogiem i hałasem. Niezmiennie jednak wieś jest (a przynajmniej powinna być) innym światem, pozbawionym poniekąd poczucia czasu: intensywniej odczuwa się w nim pory roku, zapach powietrza, rośliny i zwierzęta, w bliski sposób obcuje się z przyrodą i jej pięknem.
Kultura ludowa zrodziła się przede wszystkim z kontaktu człowieka z naturą, z prostego sposobu patrzenia ludzi na świat, z naturalnej i niemanieryzowanej radości, szczerego smutku czy zasłużonej dumy. Nie bez powodu wieś inspirowała romantyków żywo interesowali się oni życiem i obyczajami polskiego ludu. Był to dla nich w pewnym sensie rodzaj egzotyki, niemniej sytuacja, w jakiej się znajdowali przyczyniła się do ich sposobu postrzegania kraju. I tak na przykład, Teofil Lenartowicz (narodowy poeta z połowy XIX wieku), zasłynął, jako twórca poetyckich, pogodnych opisów mazowieckiego krajobrazu. Jego liryka ukazywała wieś, jako ostoję wartości moralnych i narodowych, według Marii Konopnickiej „przyrodzoną strefę najgłębszych wzruszeń”:

„Ludzie, nasi ludzie na polu leżący,
Bracia Mazurowie, coście tacy śpiący?
Wstawajcie! Wstawajcie!-Daremne wołanie!
Potłuczone zboże więcej nie powstanie.
Na dalekiej ziemi leży lud na pował,
Połamane kosy, co na wojnę kował.
A ja patrzę na nich we łzach niewymownych
I przygrywam sobie na skrzypkach wędrownych.”1

Ojczysty pejzaż i wiejskie życie to jedno z ważniejszych źródeł inspiracji malarzy czy poetów, zaś kultura wiejska z obecną już muzyką, tańcem i pieśniami była natchnieniem dla muzyków. Niesłusznie natomiast dziś „ludowizna” kojarzona jest nie z wsią, a wszelkimi wytworami „ludowopodobnymi”. Niestety, gros młodych ludzi folklor i spuściznę ludową mylnie kojarzy z niemającymi z folklorem wspólnego, powszechnie znanymi kołami gospodyń wiejskich. Nie prowadzę badań na ten temat, jednak w okolicach, w których dorastałam, każda szanująca się wieś miała własne koło (na przykład we wsi Wolibórz działało czynnie Koło Gospodyń Wiejskich Woliborzanki”, w Dzikowcu „Dzikowianki”; w tym drugim występował znany dziś tancerz Grzegorz Maślanka, wówczas jednak w nieco innej roli.), a co za tym idzie, owo koło uświetniało uroczystości wiejskie, wszelkie dożynki, festyny i inne. I z całą pewnością działalność ta miała swoje grono miłośników. Jednak twórczość ta opierała się na przyśpiewkach biesiadnych, mylonych z ludowymi. Kolorowe, rumiane kobiety oraz mężczyźni zgrywający młodzieniaszków przy sprośnych piosenkach mieli swych odbiorców, jednak młodzież (wśród niej i ja) nie traktowała tego, jako atrakcji. A obraz ten był rozpowszechniony i ogólnie znany.
Spotkałam się niegdyś z opinią, że promowanie przez zespoły polskiego folkloru, w szczególności za granicą, nie powinno mieć miejsca. Jest to wstyd i należy wieś polską ukrywać przed światem. Należałoby jednak rozgraniczyć wieloletnią spuściznę, która kształtowała się przez lata, a to, co dziś można zarzucić wsi i jej mieszkańcom. Różnorodność polskich tańców i melodii, ich odmienny nastrój i charakter to bogactwo, którym możemy i powinniśmy się szczycić. Wszelkie mądrości ludowe, dziś już odchodzące w zapomnienie; wiejskie, domowe sposoby szycia, tkania, krojenia sukna, wędzenia to wszystko zostało wypracowane na przestrzeni lat, miało swój sens i porządek, przede wszystkim było pożyteczne i trwałe. Dzisiejsze próby odtworzenia nie są częste, a ludowych artystów jest coraz mniej, coraz mniejszy jest też popyt na ich dzieła. Pielęgnowanie kultury powinno mieć swój początek, jeśli nie w domu rodzinnym, to w szkole.
Moim zdaniem wiedza o kulturze (w tym znajomość tańców narodowych, ich historii, rozeznanie, jeśli chodzi o regiony i ich odrębną specyfikę) powinna być przedmiotem wiedzy i dyskusji w polskich szkołach. Podobno nie można robić niczego na siłę, tak, więc nie można nikogo zmusić do tańca ludowego i nie zaszczepi się na siłę miłości do tańców narodowych. Rzecz w tym, że nie podejmuje się nawet próby i wysiłku kultywowania dorobku poprzednich pokoleń. Nie rzecz w tym, by z Polaków robić tancerzy ludowych i szkoły tańca zastąpić zespołami ludowymi, a w tym, by przynajmniej spróbować ocieplić polskie uczucia ludowe - poprzez odpowiednie propagowanie. Brakuje przede wszystkim chęci, nie widzi się potrzeby krzewienia kultury tak wyjątkowej i charakteryzującej nas, jako patriotów, Polaków. Braki w polityce, w materiałach naukowych, przede wszystkim zaś w mentalności. Ludzie są często nieświadomi, że folklor to autentyk, ale także opracowanie czy stylizacja muzyka folkowa (jak choćby twórczość Grzegorza z Ciechowa) to jeden z dowodów na to, że z ludowizną można zrobić wszystko. Taniec ludowy to nie tylko potupajki na trawie, można, bowiem uczynić z tego widowisko, spektakl, prawdziwą sztukę.
Pomimo wszechobecnej niechęci do ludowej formy tańca, zauważam niewielki promyk nadziei. Coś zaczyna jednak zachęcać młodzież i dzieci. Na przykładzie mojego pierwotnego zespołu wiem, że motywy przychodzenia na zajęcia były i są różne. Od chęci robienia czegokolwiek, poznania nowych ludzi, ruchu (jak się często zdaje, bardzo prostego), koncertowania, do możliwości wyrwania się z domu (często jedynej), imprez i wyjazdów. Zespół z zaufanym kierownictwem pozwala zapomnieć o problemach, które zostawia się za drzwiami sali ćwiczebnej, a także rozwiązywać je i radzić sobie z tym, co z pozoru jest nie do przeskoczenia. W zespole, niczym w jednej, wielkiej rodzinie, spędza się wspaniałe chwile, odkrywa talenty, własne możliwości, walczy się ze słabościami. To w zespole można nauczyć się pracy w grupie oraz tego, jak ważny jest każdy jej członek oraz jego praca włożona w tworzenie całokształtu. Eventy zespołowe są wyjątkowe, socjalizują i spajają każdą ludową rodzinę.
Zespoły stają się popularne i atrakcyjne także dzięki uczestnictwu w turniejach tańców polskich w formie towarzyskiej - wieści o nich rozchodzą się drogą pantoflową, dzieci opowiadają swoim znajomym o wyjazdach, ludziach, konkursach i niezwykłej atmosferze. Wąskie grono powoli się powiększa, a turnieje często stają się drogą do sukcesu.
Młodzież jednak chętniej sięga po tańce współczesne, dla których nastał czas świetności i którymi przesiąknięte są media. Tańce ludowe kojarzone są z nudą, sztywnymi schematami i zawodzącymi kobietami, narodowe zespoły tańca są natomiast cieplej przyjmowane poza granicami kraju.

POLSKIE TAŃCE NARODOWE
Tańce narodowe tańczone są w większości zespołów pieśni i tańca, choć w zespołach regionalnych także zdarzają się próby stawiania ich na scenie, z różnym skutkiem, jeśli chodzi o wykonanie i całokształt artystyczny; nie znaczy to, że w zespołach ludowych tańce te są zawsze tańczone poprawnie i z uwzględnieniem ich charakteru. Opracowane powinny bazować na odpowiedniej technice, a pokazywane przed publicznością utrzymane w charakterze i odpowiedniej stylistyce, co nie zawsze ma miejsce; wiele zespołów nie ma najlepszego składu tanecznego, ratuje się, więc tym, co może, a to często jest opłakane w skutkach przygarbieni i niesprawni ruchowo chłopcy nijak się mają do mazurzystów czy tancerzy innych tańców. Nie można określić, czy któryś z tańców jest „bardziej” czy „mniej narodowy”, jest to zamknięta grupa świadczą ca o zróżnicowanym charakterze polskości. Wspólnym mianownikiem dla nich jest popularność w całym kraju oraz rozpowszechnienie ich w formie czysto towarzyskiej, tzn. z wyłączeniem obrzędowości taniec dla tańca. W takiej formie gościły na mieszczańskich salonach jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Rozpowszechniali je i udoskonalili tancerze oraz nauczyciele tańca, a ich znajomość świadczyła o dobrych manierach oraz towarzyskim obyciu. Tańczyli je, więc nie tylko ludzie ze wsi, ale w formie towarzyskiej także ludzie wysoko postawieni.
Czy Polacy są świadomi tego, jak ważne były tańce narodowe?
Polonez kojarzony jest, jako dostojny, tańczony przez szlachtę taniec (między innymi lub głównie za sprawą słynnej sceny z „Pana Tadeusza”- oczywiście w wersji kinowej, Andrzeja Wajdy). Jako niedawna maturzystka wiem, jak uczniowie podchodzą do obowiązku czytania lektur oraz do historii Polski; stąd też moja pewność, co do wiedzy mojego pokolenia na temat wydarzeń historycznych w ogóle, a tym bardziej tańców narodowych. Faktem także jest, że tylko w nielicznych zespołach ludowych tancerze są uświadamiani przez swych instruktorów, jak wyglądał rozwój tańców narodowych, jaki i z czym związany jest ich charakter, jakie wartości i emocje tańce te niosą oraz jakie cechy polskie ukazują. Skoro w takim razie podstawowej wiedzy brakuje wśród tancerzy ze środowiska ludowo-narodowego, nie powinno w ogóle zaskakiwać, że osoby niezwiązane z tańcem owej wiedzy nie posiadają. Niestety, tak wyglądają dzisiejsze czasy i rzeczywistość tańca narodowego. Mimo, iż w ciągu ostatnich kilku lat nastąpił bardzo duży rozwój tej formy tanecznej, czego dowodem są regularnie odbywające się turnieje tańca, nazwanie poczynań niektórych zespołów „pielęgnowaniem” i „popularyzowaniem” dorobku kulturowego to mała pomyłka. Należy zacząć od nauki - uzupełnienia własnej wiedzy i przekazywania jej podopiecznym (taki jest mój cel i marzenie, jako przyszłego instruktora).

Ratunkiem dla tańców narodowych jest, coraz popularniejsza wśród tancerzy i zespołów, towarzyska forma oraz odbywające się w niej miesiąc w miesiąc turnieje (nieprzerwanie od ponad dziesięciu lat). Na parkietach całej Polski, co miesiąc rywalizują ze sobą najlepsze pary z poszczególnych zespołów2, a wszystko to w siedmiu kategoriach wiekowych, pięknych (lub mniej) strojach „wieczorowych” (chłopcy/mężczyźni zazwyczaj w spodniach, koszulach i kamizelkach tudzież frakach - byle było elegancko, reprezentacyjnie, ale i wygodnie, dziewczęta zaś i panie w sukniach lub spódnicach i gorsetach - wszystko zależnie od pomysłu, środków, ale i mody - można zauważyć zmieniające się na parkietach trendy, zarówno na stroje jak fryzury; estetyczny i miły dla oka strój jest wizytówką, jest, więc bardzo ważny) oraz tańcach odpowiednich do kategorii i usystematyzowanych ze względu na nią. Im młodsza kategoria, tym par jest więcej, a największych emocji publiczności dostarczają kategorie V i IV (w tegorocznych Mistrzostwach Polski w Olsztynie kategoria IV zaprezentowała prawdziwą wolę walki - zaciętą i emocjonującą rywalizację do ostatniego momentu) - młodzież i dorośli, o średniej wieku ok. 23 lat i największych możliwościach3 - są to tancerze na tyle dojrzali emocjonalnie i przeważnie świadomi swojego tańca, że ich wykonanie staje się nie tylko wartościowe pod względem techniki, ale i wyrazu, interpretacji oraz charakteru.
Ale turnieje tańca narodowego to nie tylko taneczna rywalizacja. To znajomości poza parkietem, często utrzymywane przez lata. Przyjaźnie między tancerzami, jak i między instruktorami, które często owocują współpracą i wzajemną pomocą. Choć konkurencja taneczna jest spora i każdy chce wygrać (tak tancerz jak instruktor, który parę przygotowuje), atmosfera na turniejach jest iście koleżeńska. Wąskie grono miłośników tej formy pozwala na skojarzenie każdej pary biorącej udział w konkursie (gdzie na jednym turnieju par jest ponad sto), wszyscy się, więc znają.
Częste wyjazdy nie pozostają bez echa w najbliższym środowisku tancerzy: w zespołach, szkołach, wśród przyjaciół, w mieście. Każdy sukces powinien być nagłośniony, o co powinien zadbać instruktor. Z własnego doświadczenia wiem (miałam, bowiem przyjemność doświadczyć, czym są turnieje tańców narodowych w formie towarzyskiej; było to dawno i nie trwało najdłużej, jednak z partnerem odnieśliśmy kilka sukcesów; również udział w turniejach rzutował na niektóre późniejsze decyzje, zapoczątkował pewne wydarzenia), że nagłaśnianie każdego sukcesu służy popularyzacji turniejów oraz wpływa na świadomość ludzi o istnieniu takiej formy tańca. W niewielkiej miejscowości, w której miałam okazję dorastać i tańczyć, funkcjonowała lokalna gazeta. Po każdym turnieju, na którym pary z Zespołu odniosły sukces, gazeta donosiła o zdobytych miejscach, niemal złotymi zgłoskami, na pierwszej stronie, wraz ze zdjęciem. Było to miłe, jako tancerze byliśmy dumni z sukcesów oraz tego, że pomimo niewielkich perspektyw, jakie mieliśmy w naszym mieście, robiliśmy coś oryginalnego i wartościowego, jeździliśmy po Polsce (turnieje gwarantowały nam, poza wyjazdami, konkursem i wyjątkowymi ludźmi - miłośnikami tańców narodowych - mnóstwo atrakcji i niezapomnianych chwil. Radości, nerwów i wzruszeń.), Zdobywaliśmy uznanie sędziów i instruktorów. Same przygotowania do turniejów również są wyjątkowe - nie można ich porównać do typowej pracy zespołu. Zajęcia i próby w naszym przypadku odbywały się pod pilnym okiem instruktora, skierowanym tylko na nas - na każdy krok i ruch. W przeciwieństwie do tańca zespołowego, w którym można zgubić się w grupie, ukryć potknięcie - w tańcu parowym każda pomyłka jest zauważalna, przestrzeń pokonywana jest kilka razy dłuższa niż w zespole, a umysł pracuje na jeszcze wyższych obrotach, (choć to oczywiście nie jest regułą turniejową, a tym bardziej u zespołowców).
Summa summarum, taniec narodowy w formie towarzyskiej to wyjątkowa forma rozrywki, po którą jednocześnie sięga sporo tancerzy i niewielu odbiorców. Co zmienić? Walka z mentalnością Polaków może okazać się walką z wiatrakami. Co się zaś tyczy samych rozgrywek, zawsze można dopatrzeć się kilku minusów (mowa głównie o przebiegu samej imprezy - to zależy jednak od organizatora, jedni sprawdzają się w planowaniu lepiej, inni gorzej), choć wielkim minusem jest uparcie zimny stosunek mediów do całego przedsięwzięcia. Jak wiadomo, to, co serwuje telewizja, sprzedaje się i trafia do szarego tłumu. Co stoi, więc na przeszkodzie, by serwować relację, sprawozdanie, przynajmniej wzmiankę na temat turniejów? Media przesiąknięte są programami i wiadomościami dziwnej treści, kulturalne programy zastępuje się prymitywnymi, a stacje promujące kulturę i sztukę chce się likwidować. Co więc należy zrobić, by polskie tańce narodowe nie były zbyt trudnym w odbiorze zjawiskiem dla przeciętnego zjadacza chleba? Jak należy je promować? I czy w ogóle? Odpowiedzi na te pytania to kwestia subiektywnego poglądu na sprawę, na to, czy tańce narodowe zasługują na pokazywanie ich w telewizji, czy są rozrywką zarezerwowaną dla innych (żeby nie powiedzieć „wyższych”) sfer, czy mają szansę się sprzedać i wrócić do łask, czy też są sztywne, zakurzone i archaiczne, a ludzie tańczący je to dziwacy? Widząc ludzi (przede wszystkim w kategoriach IV i V, jak wspomniałam wcześniej, wiekowo są to osoby w najlepszej formie i o najlepszym wyrazie, poza tym jest to kwiat Polski, wiek przedprodukcyjny i produkcyjny, przyszłość narodu), którzy w taniec narodowy wkładają serce, dla których poza zabawą jest to pasja, życie i sztuka, którzy są młodzi, energetyczni, piękni, a prywatnie towarzysko rozchwytywani nie tylko w środowisku związanym z turniejami dochodzę do wniosku, że taniec narodowy zaczyna rozkwitać. I choć powoli, to całkiem dynamicznie. Najważniejsze, by bronić tego, co się robi i być z tego dumnym.

EMOCJE, EMOCJE
W poprzednim rozdziale wspomniałam, iż tańce narodowe wydawać się mogą niezaznajomionemu z nimi odbiorcy nudne, sztywne, staroświeckie w złym tego słowa znaczeniu. Bo owszem, staroświeckie mogą być (przy zachowaniu ich tradycyjnej formy, czy to w wydaniu ludowym czy towarzyskim) acz nie muszą (wszystko zależy od wizji i pomysłu choreografa, który może pokazać je w każdej formie - dobór środków jest w gruncie rzeczy nieograniczony, można tańcom poza towarzyskiemu, nadać zupełnie inny charakter, ale o tym w dalszej części). Skupiając się na turniejach tańców narodowych i tym, co można tam zobaczyć, jeśli chodzi o interpretacje i choreografie, śmiało mogę zaryzykować stwierdzeniem, że tu też przejawiają się pewne trendy. Przejawiają i oczywiście zmieniają z biegiem czasu. Powiedziałabym, w materii tej funkcjonują układy i układziki, jak również większe fuszerki czasami pary (czy choreografowie) prezentują przerost treści nad formą; komplikują życie swoje (swoich tancerzy - dzieci czy młodzieży), pstrząc i wydziwiając choreograficznie przy minimalnym warsztacie technicznym. Zdarza się, że na siłę dodają podpatrzoną figurę czy trzymanie, nie zważając na kategorię, wyraz pary czy ogólny charakter całego układu, który powinien (choć nie jest to oczywiste) być utrzymany w jednej stylistyce. Niestety, czasami siląc się na oryginalność, osiąga się efekt odwrotny do zamierzonego. Bo w niektórych przypadkach do uzyskania wspaniałego efektu, kiedy to dreszcze przechodzą po ciele widza, wystarczą proste środki. Co oczywiście nie oznacza, że dla niewprawnego oka laika ten czy inny układ wydać się może efektowniejszy? Odbiór tańca narodowego, jako skostniałego wynika z niewiedzy. Koło się, więc wciąż zamyka.
Określenia, jakimi przypadkowe osoby są w stanie określić charakter tańców narodowych, to „dostojeństwo” oraz „polskość”. Co do poszczególnych tańców, te same osoby są w stanie określić takie, jak: krakowiak („żywy”), polonez ( „ dostojny”), mazur („żywy”). Zatrważająca oprócz nieznajomości tańców narodowych jest także ubogość języka, jakim ludzie się posługują. Dla przykładu podam kilka określeń. Na potrzeby pracy, a po kilku pierwszych wypowiedziach z czystej ciekawości, postanowiłam przepytać znajome osoby, niezwiązane w żaden sposób z tańcem ludowym i tańcem w ogóle, o ich skojarzenia z tańcami narodowymi. Początkowo niektóre wypowiedzi mnie bawiły, jednak po namyśle zmartwiłam się. Jak daleko to zaszło, jak silny jest dziś stereotyp? A wynika, powtarzam, przede wszystkim z niewiedzy, a jeśli nawet zakrawa o wiedzę, to bardzo wąską, jednorodną. Tańce narodowe czy folklor w ogóle widziane są przez pryzmat średnich czy słabych zespołów, mało lotnych aranżacji i żadnych układów. Słabe zespoły i ich twórczość mają największą siłę przebicia, to z nimi kojarzona jest kultura ludowa. Jak wspomniałam, przytoczę kilka wypowiedzi? Zaznaczam, są to wypowiedzi osób o średniej wieku ok. 27 lat, osób oczytanych, przeważnie studiujących. Prosiłam o podanie określeń (przymiotników), pierwszych skojarzeń z charakterem tańców narodowych (ogólnie). Przede wszystkim, mimo całkiem jasnego polecenia, nie każdy je zrozumiał. I tak, na przykład, Iza (21 lat, studentka pedagogiki), jako skojarzenie podaje „polkę” (moja reakcja-zgroza). Po chwili jednak powraca do polecenia i wymienia przymiotniki, jak: „szybkie”, „kolorowe”. Nie zniechęcając się, brnę dalej i proszę o skojarzenia z każdym jednym tańcem. I tak polonez jest dostojny, oberek „kojarzy się z jakimś przytupem”, mazur jest żywy i skoczny, ale mniej niż oberek, kujawiak natomiast, cytuję, „mężczyzna klęka a babka kręci się wokół niego i trzyma go za palec”. Mój śmiech stał się histeryczny. Z innych, jakże ciekawych wypowiedzi (i jakże dla mnie istotnych - toż to sedno, sposób myślenia ludzi, którzy o tańcu nie wiedzą niczego, którzy tak naprawdę nie wiedzą chyba, gdzie dokładnie żyją):
Dariusz ( lat 37, artysta-fotograf): „tańce narodowe kojarzą mi się z Mazowszem [ czy chodzi o region, czy o zespół, nie sprecyzowano, choć śmiem przypuszczać, że o to drugie-przyp. autora]; są piękne”;
Patrycja (lat 22, studentka indologii): „kojarzą mi się z kolorowymi strojami i literaturą, na przykład z „Panem Tadeuszem”; są radosne; wieją sandałem [szukałam tłumaczenia tego frazeologizmu, bezowocnie, aczkolwiek znaczy to tyle, co być nie na czasie-przyp. autora] „;
Rafał ( Lat 19, student psychologii): „monotonne. Krakowiak-Kraków, energiczny, mazur-Mazury, spokojny, polonez-samochód, klasyczny, kujawiak-Kujawy, monotonny, oberek-wiaderko [?], Krejzolaśny [cudze chwalicie, swego nie znacie-w mowie, tańcu, mentalności-przyp. autora]”.
Po tych i wielu jeszcze wypowiedziach doszłam do wniosku, że cała moja praca mogłaby być poświęcona polskiej niewiedzy. Początkowo podchodziłam ze śmiechem do tego, co tworzyli moi rozmówcy, jednak szybko zdałam sobie sprawę, jakie to smutne. Dotyka mnie osobiście, bo widząc lekceważenie polskiego skarbu, jakim są tańce narodowe, sama czuję się lekceważona. Ogarnia mnie zwątpienie, zadaję sobie pytanie - po co? Dla kogo? Ale też współczuję tym ludziom. O ile ubożsi ode mnie, od każdego, kto ma pojęcie o pięknie i charakterze mazura czy kujawiaka, są ci ludzie. Jaka to szkoda, że nie wiedzą, nie chcą się dowiedzieć, jak wiele cech naprawdę ma każdy z tańców, o których to cechach można prowadzić dyskusje godzinami, zapisywać stronice i które to cechy można tańczyć?
„Monotonne”. Oczywiście, że są monotonne, jeśli ich forma jest niezmienna w większości zespołów, tu kółeczko, tu niewiasta, tu chłopiec się popisuje a dziewczynka wdzięczy. Nie mam pretensji do widzów, bo sama pewne rzeczy uświadomiłam sobie niedawno, mimo, że z tańcem związana jestem od lat. Monotonne, jednakowe definicje „żywego krakowiaka”, „spokojnego kujawiaka” czy „skocznego oberka”-definicje, które niczego ze sobą nie niosą.
A krakowiak to taniec nie tylko żywy. Ten taniec to radość, entuzjazm, mężność, odwaga, gotowość do walki. Jest wielki, ukazuje poczucie siły i energii, rozsadza go witalność, młodość, bicie serca, tętent koni. Może być skoczny, płaski, przestrzenny, może osaczać i zagrażać, podjudzać do walki.
Mazur może faktycznie jest na swój sposób „spokojny”, choć określenie to padło raczej przypadkowo i nieświadomie. Jest raczej okiełznany, jeśli chodzi o ruch. Mazur jest siarczysty, jak siarczysty może być mróz wzdrygający ciałem. To rozmach, ułańska fantazja, energia powściągnięta ze względu na niegdysiejszy konwenans, to pewność ciała, ruchu i przestrzeni, śpiewne ręce, podkręcony wąs i czar prawdziwej męskości.
Polonez jest sztandarowym, polskim tańcem, jednak czy ktoś dziś czuje jego ogrom, jego historyczną naleciałość? Dla kogo polonez, prócz poczucia dumy, świadczy o godności, manierach, własnej wartości i klasie? Polonez to szyk i majestat, którego nie rozumiemy i nie doceniamy.
Kujawiak... spokojny taniec z Kujaw. Spokojne może być dziecko, gdy śpi i miarowo oddycha, kujawiak mimo wolnego tempa jest dynamiczny, acz powściągnięty, kipi z niego emocjonalność (często silnie przerysowywana na scenie i turniejowym parkiecie), dramatyzm, to nie tylko uczucie zakochania, to miłość, jej początki, wzajemne poznawanie siebie, wstydliwe zaloty, a także tęsknota, rzewność, liryzm, wyciszenie i wsłuchanie w siebie. Moim zdaniem jest to najbardziej nacechowany emocjonalnie taniec polski.
Skoczny oberek jest przede wszystkim pulsującym, przestrzennym w narodowej formie tańcem, z wykończonym, pewnym i szybkim ruchem; energetycznym i jędrnym, wirującym, zaskakującym, przejawiającym krzepę, witalność i siłę. Wydobywa zatracenie, szaleństwo, trans, wręcz amok czy narkotyczny stan, nieważkość, dzikość.
Charakter tańców podlega nastrojowi (miłości, śmiechowi, smutkowi, gniewowi, energii, obawie, odrazie) i smakowi (erotyce, komizmowi, patosowi, grozie, heroizmowi, zachwytowi), można odkrywać nowe znaczenia i indywidualnie czuć każdy taniec, za każdym razem inaczej. Nie bez powodu tańce narodowe czy ludowe stanowiły i stanowią inspirację dla artystów różnych dziedzin sztuki. Motywy taneczno-narodowe goszczą w dziełach literackich, malarskich, muzycznych i innych. Dawniej (mam tu na myśli przede wszystkim epokę romantyzmu, pozytywizmu i Młodej Polski) były dla człowieka środkiem manifestu swej polskości, gdy ta była zagrożona. Chopin („Rodem-warszawianin, sercem-Polak, a talentem-świata obywatel”) ze swym geniuszem budził podziw w salonach warszawskich i światowych, dziś jest legendą i symbolem polskości sławionym i wielbionym na świecie. A przecież Chopin od pierwszego pobytu zakochał się w polskiej wsi. W czasie licznych wypraw w podwarszawskie okolice Fryderyk słuchał wiejskich kapel i notował w pamięci melodie. Mazurki to najliczniejsza grupa utworów Chopina i nie byłoby ich, gdyby nie polskie tańce i muzyka ludowa. Swoimi mazurkami stworzył niedościgły wzorzec muzycznej stylizacji tego, co ludowe, narodowe, autentyczne („Mój fortepian nie słyszał, jak tylko mazury”- Chopin w liście do rodziny, 1831).
W twórczość młodopolskiej odnaleźć można wizje z rodowodem romantycznym. Czy to w twórczości Wyspiańskiego („Chłop potęga jest i basta”, „miałeś chamie złoty róg”, „jak się żenić, to się żenić”, „Chopin gdyby jeszcze żył, toby pił, „trza być w butach na weselu”- to kwestie z najwybitniejszego dramatu Wyspiańskiego? Dramatu, który poniekąd wyszydza chłopomanię pierwowzoru postaci Pana Młodego, Rydla - była ona przedmiotem żartów zarówno w Krakowie, jak na bronowickiej wsi; „A to Polska właśnie”), czy w uhonorowanej literacką nagrodą Nobla powieści Reymonta „Chłopi”- bogatej kwintesencji polskiej wsi, jej pracy, obrzędów, zwyczajów. Powieść, ujęta w ramy czasowe czterech pór roku, zaczyna się kopaniem buraków jesienią, a kończy żniwami - akcja podlega kolistemu czasowi natury; losy postaci są stopione z cyklami natury, co nadaje pozytywny charakter ludzkiej pracy; ułatwia też pogodzenie się z nieuchronnością śmierci. Reymont w powieści przedstawił autentyczną wieś łowicką, wprowadził też gwarę tych okolic (także u narratora), chwalił życie i jego biologiczną siłę. Opis wesela Boryny uderza swą dynamiką, ruchem, światłem, kolorem. Gdy Reymont ukończył ów opis, był tak wykończony, że wezwano doktora. „Co pan najlepszego zrobił?”- Spytał lekarz. „Tańczyłem. Trzy dni tańczyłem na chłopskim weselu”. Styl narodowy w sztuce realizowano, więc przez wprowadzanie na scenę tańców ludowych, zaś do literatury czy malarstwa opisów wiejskiego życia, pracy, zabawy czy obcowania z przyrodą. Wszystko to nacechowane dobrodusznym, sielankowym stosunkiem między ludźmi a otoczeniem.
Współcześnie jednym z młodych (i de facto znanych, między innymi za sprawą mediów) twórców, którzy czerpią z muzyki ludowej i narodowej, jest Adam Sztaba. Był on producentem muzycznym płyty Andrzeja Brandstaettera "Moje Pocieszenie", na którą stworzył symfoniczne aranżacje góralskich melodii ludowych. Skomponował także muzykę do produkcji „Opętaniec”- inspirowanej muzyką słowiańską, folklorem. Wśród Opentańcowych utworów znajdujemy współcześnie zaaranżowane utwory o folkowej nucie, między innymi „Świt” czy będącego jak najbardziej narodowym akcentem „Poloneza 7/8”. ">>Opętaniec<< to z jednej strony odniesienie do tradycji ludowych tańców polskich, z drugiej jednak zupełnie nowa, otwarta forma choreografii. Tytuł sugeruje także opętanie, zapomnienie się w tańcu" (Tak o spektaklu tanecznym mówił jego reżyser i choreograf, Jarosław Staniek.).

ZAKOŃCZENIE - PRZYSZŁOŚĆ?
Wspomniałam w poprzednim rozdziale, iż taniec ludowy już odnalazł się na współczesnych scenach, zafunkcjonował, jako całkiem świeża i odmienna od tradycyjnej forma. Na tym etapie można to traktować jeszcze, jako rodzaj eksperymentu, collage’u stylów i technik. Jestem wielką zwolenniczką takiego podejścia do tańca, który-choć ludowy powinien poddać się ewolucji i rozwojowi. Współczesne możliwości zespajania całkowicie odrębnych - wydawałoby się - form pozwalają na pchnięcie tego, co mamy, na dalszą drogę. Sądzę jednak, że nie należy popadać w skrajność i zapominać o tradycyjnej formie, która ma szanse za jakiś czas wrócić do łask. Ludzie, przekarmieni nowoczesnością i sztucznością, zapragną w końcu wrócić do korzeni, do natury. Zatęsknią za romantycznym charakterem sztuki, sielanką i prostotą - a te do zaoferowania ma właśnie sztuka ludowa. Dziś przejawami nieśmiałego powrotu do ludowości jest już choćby, jakże modny, ekologiczny tryb życia, żywność i produkty bio (które swój rodowód ma nigdzie indziej, jak właśnie na wsi). Na modowych wybiegach regularnie powracają motywy etniczne - tradycja ludowa przechodzi transformację.


Zdjęcie z wiosennego pokazu Chanel-odbył się w wiejskiej scenerii [fot. PAP/EPA]


W Polsce jednym z projektantów, którzy zainspirowali się rodzimym folklorem, jest Arkadius (Arkadiusz Weremczuk). Pod koniec 2000 roku w Warszawie pokazał swoją kolekcję, która nosiła nazwę „Paulina” i została dedykowana babci projektanta. „Mój romans z polskim folklorem nastąpił dopiero po mojej wizycie w Polsce, po pięciu latach nieobecności. Podczas tamtej wizyty przeżyłem szok, bardzo negatywny. Zauważyłem, że wielu ludzi stara się odcinać od tego, co polskie, od kunsztu, folkloru, kuchni polskiej. Polacy nie powinni ślepo patrzeć na Zachód, tylko wyłapywać to, co mają pięknego u siebie.”


Suknia projektu Arkadiusa z kolekcji „Paulina”[fot.autor nieznany]


Również projektanci wnętrz nie wstydzą się i nie boją stosowania folkloru, który nie jest zarezerwowany wyłącznie dla mieszkańców wsi czy ludowych artystów. Nowoczesny styl łączony jest z uroczymi, folkowymi detalami, jak haft krzyżykowy, unowocześnione łowickie pasiaki czy kurpiowskie leluje. Elementy świetnie wpisują się we współczesne aranżacje wnętrz.


aranżacja w stylu neofolk [fot. Mariusz Bykowski]


Jak widać, ludowizną można się bawić, co przynosi wspaniale efekty. Oby zabawy takie były częste i rozgłaśniane. Są jednym ze sposobów na otwarcie polskich oczu i serc na to, co im bliskie. Folklor i narodowa twórczość są jednym z największych polskich skarbów, które trzeba umiejętnie pielęgnować.


Przypisy:
1 Fragment liryki pt. „Jak to na Mazowszu”
2Których jest, de facto wciąż niewiele; w ciągu kilku lat przybywa nowych uczestników, kolejni instruktorzy decydują się na wzięcie udziału w tej wyjątkowej imprezie, jednak przeważnie prezentują się pary z ciągle tych samych zespołów; jaki jest powód tej, mimo wszystko niewielkiej, frekwencji? Istnieje wiele zespołów o dobrym technicznie przygotowaniu, co wobec tego jest przeszkodą dla instruktorów? Niepewność swej wiedzy i umiejętności? Brak czasu i chęci? Im więcej zespołów zaangażuje się w turnieje, tym większa i ciekawsza stanie się rywalizacja, tym wyższy stanie się poziomowych par i zespołów. Osobiście czekam na moment, w którym jak najwięcej instruktorów przełamie się i zdecyduje na przygotowanie swoich par do turnieju-nowe twarze zawsze wprowadzają interesujące zamieszanie.
3 Pomijając możliwości fizyczne; w kategorii IV są pewne ograniczenia, jeśli chodzi o kroki i figury są narzucone przez systematykę, młodzież rywalizuje jednak w czterech tańcach; w V kategorii istnieje dowolność interpretacji przy zachowaniu odpowiedniej stylistyki i ogólnych zasad-widowiskowość w związku z tym rośnie i dobre pary swoimi popisami wywołują niejednokrotnie owacje wśród publiki.
4 Tymi słowami określił Chopina poeta, Cyprian Kamil Norwid, w nekrologu w „Dzienniku Polskim” (18.10.1849 r.)
5 Anegdota odnaleziona w „Księdze kultury polskiej” J. Knaflewskiej i W. Kota (patrz: bibliografia).
6 Fragment artykułu w Dzienniku Internetowym. [online] [dostęp 26 sierpnia 2010]. Dostępny w World Wide Web:
7 Wypowiedź projektanta ze strony internetowej. [online]. [dostęp 14 sierpnia 2010]. Dostępny w World Wide Web:


BIBLIOGRAFIA
Literatura: 1. Knaflewska J., Kot W.: Księga kultury polskiej. Ilustrowana encyklopedia tematyczna: Poznań: Publicat S.A. ISBN 978- 83- 245- 1477- 9
2. Lenartowicz Teofil: Poezje wybrane: Kraków: Universitas. ISBN 83- 7052- 469- 9
Fotografie:
Zdjęcie z wiosennego pokazu Chanel
Suknia projektu Arkadiusa z kolekcji „Paulina”.